Kiedy się obudziła nadal było ciemno. Wstała, po czym usiadła na łóżku. Czuła, że koszulkę ma przesiąkniętą krwią, ale starała się nie skupiać uwagi na tym jak wygląda. Jedyne czego teraz potrzebowała to krew, dużo krwi. Zastanawiała się jak cicho opuścić pomieszczenie. Bała się. To może wydać się głupie, ale bała się swojego brata jak nigdy wcześniej. Była od niego starsza, szybsza, a przede wszystkim silniejsza. Tylko co z tego, kiedy obiecała sobie, że nigdy go nie skrzywdzi. Tak naprawdę został jej tylko on. Starała się zrozumieć przyczyny jego zachowania. Ostatnim razem gdy tu była wszystko było okej. Co się zmieniło? Nagle chce ją zabić? "Może powinnam z nim porozmawiać?- pomyślała- Ale czy on mi uwierzy?" Była tak bardzo wyczerpana, zmęczona tym wszystkim, a przede wszystkim głodna. I choć jedynym człowiekiem w przeciągu kilku metrów jest on, od razu odpuszczała sobie myśl, że skrzywdzi go dla własnej korzyści. Wolała siedzieć tu, w zamknięciu, z dala od ludzi, życia, ale pod żadnym pozorem by go nie zraniła. Zasmucona położyła się na łóżko. Patrzyła w murowany sufit szukając pomocy. Najgorsze jest to, że ona nigdy nie nadejdzie. Nikt nie wie, że tu jest. To takie głupie. Gdy spojrzała w drzwi usłyszała czyjeś kroki. Powoli żałowała, że nadal nie jest martwa. Drzwi sie otworzyły. Znów zobaczyła Jeremiego. Cicho westchnęła.
- Jak minęła noc siostro?- zapytał rozbawiony, a Katherine przewróciła oczami.
- Znakomicie.- odparła. Jeremy zaczął sie uśmiechać i powoli zbliżać w jej kierunku. W pewnej chwili Katherine dostrzegła, że w dłoniach przewraca drewniany kołek. Poczuła nagły ból. Chciała uciec, mogła. Drzwi zostawił otwarte. Jeden szybki ruch. Ale znała swojego brata. Stwarzał pozory. Gdzieś tam, na schodach, w holu kryła się pułapka. Ucieczka kosztowałaby ją zbyt dużo. Dlatego ani drgnęła. Znowu czuła, że Jeremy ma nad nią przewagę.
- Nie jesteś głodna?- znów zapytał. Tym razem odsłonił rękaw, a Katherine zobaczyła, że z nadgarstka leci krew. Zdawała sobie sprawę jak teraz wygląda .
- Dlaczego tak myślisz?- szybko odwróciła od niego wzrok. Nie chciała by wiedział jak bardzo teraz pragnie krwi.- Skończ tą głupią zabawę. Zabij mnie, przecież tego chcesz.
- To byłoby zbyt proste.
- Masz w zanadrzu jakieś gry? Brzmi ciekawie.- zaśmiała się sztucznie. A tak naprawdę poczuła jak strach ogarnia jej umysł.
- Zależy dla kogo.- powiedział i rzucił kołkiem o ścianę. Zapadła cisza. Katherine chciał podjąć rozmowę.
- Posłuchaj... Co się stało? Jeremy co się stało, że chcesz mnie zabić?- zapytała cicho. Chłopak usiadł obok niej. Katherine zbliżyła się do niego i swoją dłonią przycisnęła jego ranę by już nie krwawiła. Ile trudno sprawiła jej ta drobna czynność.
- Nie wiem... Nie wiem co się ze mną dzieje. Katherine przepraszam. Naprawdę nie chciałem cię wczoraj skrzywdzić. Całą noc zastanawiałem się jak się czujesz. Myślałem, że będziesz wściekła.- powiedział smutno. Katherine pokręciła głową. Znów wrócił jej stary, dobry brat.
- Nigdy nie jestem na ciebie zła, no może czasem...- zaśmiała się, a Jeremy blado się uśmiechnął- Obiecałam, że nigdy cię nie skrzywdzę wiesz o tym. Nie zrobię ci nic, uwierz mi.
Szukaj na tym blogu
środa, 16 kwietnia 2014
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział 1.2 Powrót
- Dzięki.- powiedziała i zaraz odeszła od niego zmierzając w stronę kuchni. Miała nadzieje, że Jeremy zaraz pójdzie, ale myliła się. Momentalnie ruszył za nią. Zignorowała go. Otworzyła lodówkę, wyjęła z niej sok pomarańczowy i nalała do szklanki. Jeremy uważnie przyglądał się sytuacji. Katherine spoglądała na niego z nad wachlarza rzęs. Posłała mu uśmiech i odłożyła pusta już szklankę i powoli zabrała się za robienie kanapek.- Jesteś głodny?
- Chyba kpisz? Po co tu przyjechałaś?- oburzyła się, co prawda nie miała z nim wspaniałych kontaktów, ale nie myślała, że jest aż tak źle.
- Byłam po drodze, pomyślałam, że wpadnę. Coś nie tak?- zapytała, a Jeremy zabrał z lodówki karton soku i usiadł na blacie.
- Tak. Zawsze gdy się zjawiasz pojawiają się kłopoty. To dziwne, że pytam?- Katherine przełknęła pierwszego kęsa i spojrzała na niego zniesmaczona. Wiedziała co ma na myśli, jednak nie rozumiała jego złości. Byli rodzeństwem, co prawda nie idealnym, ale starała się utrzymywać z nim kontakt.
- Chcesz, żebym wyszła?- zapytała w końcu. Czego by nie powiedział i tak tam zostanie. Nie miała gdzie się podziać i wstyd się przyznać, bała się wyjść na zewnątrz. Niepokojące ruchy w krzakach trochę ją przeraziły. Tu była bezpieczna, taką ma nadzieje.
- Szczerze? Tak.- wybałuszyła oczy w zdziwieniu. Dokończyła tosta i wstała z krzesła. Dumnie uśmiechnęła się przechodząc obok niego.
- Oświecę cię, mam zamiar zostać tu kilka dni.- powiedziała lekko. Jeremy pokręcił przecząco głową. W jednej sekundzie znalazł się tuż przed nią i osinowym kołkiem w ręku. Katherine poczuła nagły paraliż, jednak starała się opanować i nie pokazywać strachu.
- Zostaniesz co najwyżej martwa.- odparł z uśmiechem i wbił drewniany kołek w jej żebra.
Dziewczyna z wrażenia rozchyliła usta. Powoli zaczęła łapać oddech jakby dopływ tlenu stawał się coraz mniejszy. Rozkojarzona patrzyła na niego. Mimowolnie do oczu napłynęły łzy. Mrugała powiekami by je odpędzić. Jeremy ani drgnął. Stał i patrzył. A po chwili ona leżała już na ziemi.
- Jak..?- wymamrotała. Nie było to nawet słowo. Niczym bełkot, szept ledwie słyszalne.- Obiecałeś, że nigdy tego nie zrobisz...- mówiła kiedy zdołała podnieść się do pozycji siedzącej. Nie wstała, nie miała siły. Klęczała na kolanach trzymając wystające drewno.- Jestem twoją siostrą, Jeremy nie możesz mnie zabić.- usiłowała opanować ton głosu, siebie. Jednak czuła jak w środku się rozpada. Kiedyś, kilka lat temu obiecała sobie, jemu, że nigdy go nie skrzywdzi. Nie zamierzała złamać obietnicy nawet gdy on był innego zdania.
- Nie zapominaj, że jestem łowcą. Opuść to miasto inaczej to zrobię.- powiedział przekonany. Katherine w tej samej chwili wyjęła kołek i szybkim ruchem wstała.
- Nie zrobisz tego.- odparła wściekła. To, że nie zamierzała go zranić nie oznaczało, że będzie miła. Była pomiędzy nimi ogromna różnica wieku jakieś 500 lat, dlatego uznała to za słuszny argument do kłótni. Nie pozwoli przecież by wskoczył jej na głowę. Odwróciła się i zaczęła zmierzać w stronę schodów. W jednej chwili następna strzała uderzyła w jej plecy, a potem kolejna. Z każdą dziewczyna coraz głośniej krzyczała.- Cholera przestań!- z ostatnią padła na ziemię robiąc ogromny huk.
- Owszem tak.- podszedł do niej i złapał za ręce. Wolno ciągnął ją w kierunku piwnicy. Katherine obijała się o schody i ścianę. Ledwie widziała pomieszczenie. W końcu dotarł na miejsce. Otworzył ogromne, betonowe drzwi i wrzucił ją do środka. W ostatniej chwili nafaszerował ją werbeną i wyszedł zatrzaskując pokój.
- Chyba kpisz? Po co tu przyjechałaś?- oburzyła się, co prawda nie miała z nim wspaniałych kontaktów, ale nie myślała, że jest aż tak źle.
- Byłam po drodze, pomyślałam, że wpadnę. Coś nie tak?- zapytała, a Jeremy zabrał z lodówki karton soku i usiadł na blacie.
- Tak. Zawsze gdy się zjawiasz pojawiają się kłopoty. To dziwne, że pytam?- Katherine przełknęła pierwszego kęsa i spojrzała na niego zniesmaczona. Wiedziała co ma na myśli, jednak nie rozumiała jego złości. Byli rodzeństwem, co prawda nie idealnym, ale starała się utrzymywać z nim kontakt.
- Chcesz, żebym wyszła?- zapytała w końcu. Czego by nie powiedział i tak tam zostanie. Nie miała gdzie się podziać i wstyd się przyznać, bała się wyjść na zewnątrz. Niepokojące ruchy w krzakach trochę ją przeraziły. Tu była bezpieczna, taką ma nadzieje.
- Szczerze? Tak.- wybałuszyła oczy w zdziwieniu. Dokończyła tosta i wstała z krzesła. Dumnie uśmiechnęła się przechodząc obok niego.
- Oświecę cię, mam zamiar zostać tu kilka dni.- powiedziała lekko. Jeremy pokręcił przecząco głową. W jednej sekundzie znalazł się tuż przed nią i osinowym kołkiem w ręku. Katherine poczuła nagły paraliż, jednak starała się opanować i nie pokazywać strachu.
- Zostaniesz co najwyżej martwa.- odparł z uśmiechem i wbił drewniany kołek w jej żebra.
Dziewczyna z wrażenia rozchyliła usta. Powoli zaczęła łapać oddech jakby dopływ tlenu stawał się coraz mniejszy. Rozkojarzona patrzyła na niego. Mimowolnie do oczu napłynęły łzy. Mrugała powiekami by je odpędzić. Jeremy ani drgnął. Stał i patrzył. A po chwili ona leżała już na ziemi.
- Jak..?- wymamrotała. Nie było to nawet słowo. Niczym bełkot, szept ledwie słyszalne.- Obiecałeś, że nigdy tego nie zrobisz...- mówiła kiedy zdołała podnieść się do pozycji siedzącej. Nie wstała, nie miała siły. Klęczała na kolanach trzymając wystające drewno.- Jestem twoją siostrą, Jeremy nie możesz mnie zabić.- usiłowała opanować ton głosu, siebie. Jednak czuła jak w środku się rozpada. Kiedyś, kilka lat temu obiecała sobie, jemu, że nigdy go nie skrzywdzi. Nie zamierzała złamać obietnicy nawet gdy on był innego zdania.
- Nie zapominaj, że jestem łowcą. Opuść to miasto inaczej to zrobię.- powiedział przekonany. Katherine w tej samej chwili wyjęła kołek i szybkim ruchem wstała.
- Nie zrobisz tego.- odparła wściekła. To, że nie zamierzała go zranić nie oznaczało, że będzie miła. Była pomiędzy nimi ogromna różnica wieku jakieś 500 lat, dlatego uznała to za słuszny argument do kłótni. Nie pozwoli przecież by wskoczył jej na głowę. Odwróciła się i zaczęła zmierzać w stronę schodów. W jednej chwili następna strzała uderzyła w jej plecy, a potem kolejna. Z każdą dziewczyna coraz głośniej krzyczała.- Cholera przestań!- z ostatnią padła na ziemię robiąc ogromny huk.
- Owszem tak.- podszedł do niej i złapał za ręce. Wolno ciągnął ją w kierunku piwnicy. Katherine obijała się o schody i ścianę. Ledwie widziała pomieszczenie. W końcu dotarł na miejsce. Otworzył ogromne, betonowe drzwi i wrzucił ją do środka. W ostatniej chwili nafaszerował ją werbeną i wyszedł zatrzaskując pokój.
sobota, 15 lutego 2014
Bohaterowie
Katherine Pierce/ Katerina Petrova-wampir/ 18 lat ( jako wampir 535lat, przyrodnia siostra Jeremiego, najlepsza przyjaciółka Victorii.*
Victoria Carson- czarownica/ 18 lat, najlepsza przyjaciółka Katherine
Rebecca Mikaelson- wampir, jedna z pierwszych/ 19 lat ( 1019 lat jako wampir) siostra Matta i Alexa.*
Jeremy Gilbert- łowca wampirów/ 17 lat, przyrodni brat Katherine.*
Matt Mikaelson- wampir, jeden z pierwszych/ 21 lat ( jako wampir ok. 1021 lat), brat Rebeccy i Alexa.*
Alex Mikaelson- wampir, jeden z pierwszych/ 20 lat ( jako wampir ok. 1020 lat), brat Rebeccy i Matta.*
____________________
* wszelkie podobieństwa do aktorów, seriali są przypadkowe.
Victoria Carson- czarownica/ 18 lat, najlepsza przyjaciółka Katherine
Rebecca Mikaelson- wampir, jedna z pierwszych/ 19 lat ( 1019 lat jako wampir) siostra Matta i Alexa.*
Jeremy Gilbert- łowca wampirów/ 17 lat, przyrodni brat Katherine.*
Matt Mikaelson- wampir, jeden z pierwszych/ 21 lat ( jako wampir ok. 1021 lat), brat Rebeccy i Alexa.*
Alex Mikaelson- wampir, jeden z pierwszych/ 20 lat ( jako wampir ok. 1020 lat), brat Rebeccy i Matta.*
____________________
* wszelkie podobieństwa do aktorów, seriali są przypadkowe.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





