Szukaj na tym blogu

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 1.1 Powrót

   Była noc, ciemność zalała miasto. W mroku ginęły budynki, zniekształcone rysy drzew przyprawiły ją o lekkie przerażenie. Wolno kroczyła miastem rozglądając się dookoła. Jedyne co słyszała to szum gałęzi i swoje własne kroki. Jednak niespodziewanie coś mrugnęło jej przed oczami. Jakby ciemna postać szybko przemknęła przez chodnik. Przystanęła, wsłuchując się w ciszę. Na próżno. Poza huczącym wiatrem nie słyszała nic co odbiegało od normy. Do momentu gdy poczuła dotyk dłoni na prawym ramieniu. Powolnie obróciła się do tyłu zachowując spokój i opanowanie.
- Alex...- powiedziała lustrując go spojrzeniem. Miał na sobie ciemne buty, ciemne jeansy, ciemny T-shirt i skórzaną kurtkę w tym samym kolorze. Wszystko doskonale pasowało do siebie, nikło w nocy. Uśmiechnęła się do niego rzucając ciepłe spojrzenie. Nie zamierzała ponownie sprowadzić na siebie kłopoty, nie teraz. Zadzieranie z pierwszym wcale nie było takie korzystne.- Jak miło cię widzieć.- chłopak roześmiał się, chyba nie uwierzył w jej słowa. Jednak Katherine zignorowała go, obawiała się, że lada moment nie wytrzyma napięcia. 
- Przecież oboje wiemy, że nie cieszysz się z mojego spotkania. Katherine nie znamy się od dziś.- odparł z pogardą w głosie. Dziewczyna oburzona spojrzała przed siebie planując drogę "ucieczki". 
- Chciałam być miła, ale... Zapytam od razu. Po co tu przyjechałeś ?- spytała, a błysk w jego oczach zrobił się intensywniejszy. Jakby spodziewał się tego pytania. 
- Od razu lepiej.- zaśmiał się, a Katherine wzruszyła brwiami żądając odpowiedzi. Alex odsunął się od niej uważnie rozglądając się po mieście. Nadal się śmiał, a złość zalewała Katherine.- Nie zapominaj, że to moje miasto. Założyłem je, wybudowałem od podstaw. Odwiedzam starych przyjaciół.
- Ty nie masz przyjaciół.- powiedziała zajadle, a jego śmiech nagle ucichł. Katherine podeszła do niego wolno, a stukot butów odbijał się echem po mieście.- Czego tu szukasz? Nie wmówisz mi, że jesteś tu przypadkiem czy w ramach odwiedzin. 
- Och Katherine... Jesteś taka pewna siebie... zbyt pewna siebie. To cię kiedyś zgubi. Jednak wydaje mi się, że to nie twoja sprawa. Lepiej będzie jeśli zajmiesz się sobą, zanim zadbam o to byś się nigdy nie nudziła.- uśmiechnął się, a ona rozchyliła usta w złości. Patrzyła na niego zdziwiona, w ogóle nie przejęta słowami. Choć wiedziała, że są prawdą nie przejmowała się tym. 
- Domyślam się. W takim razie miłego zwiedzania.- powiedziała i w mgnieniu oka zniknęła z jego oczu. Dzięki ogromnej szybkości znalazła się na końcu chodnika. I kiedy zrobiła krok do przodu znów go zobaczyła.
- Nie wydaje mi się, że skończyliśmy rozmowę.- ze złości przewróciła oczami i rozgniewana spojrzała na niego. Alex roześmiał się, a Katherine znów ruszyła przed siebie. Jednak ten ręką zagrodził jej drogę. Odskoczyła na bok odbijając się od jego ramienia. Pomimo pozornego wyglądu był bardzo silny. "Człowiek" żyjący 1000lat nie może wyglądać inaczej. 
- Czego chcesz? Nie jestem ci nic winna, to koniec.- uśmiechnął, jednak widać było, że nad czymś się zastanawia. 
- Jeszcze nie, ale to nie oznacza, że to koniec.- zniknął, a Katherine odetchnęła z ulgą. 
   W pewnej chwili poczuła krople deszczu. Spojrzała na ciemne niebo i lekko zadrżała. Miała na sobie jedynie ciemne jeansy i fioletową bokserkę . Szanse na znalezienie otwartego sklepu są minimalne. Jest środek nocy i pada deszcz. Teoretycznie nie powinno jej to przeszkadzać, przecież wampiry są odporne na wszystko. Ale była wściekła, więc to również ją złościło. W miarę swoich możliwości zaczęła biec, prosto do domu, w którym rzekomo "mieszka". Kilka sekund i była już na miejscu. 
   Położyła dłoń na klamce, przycisnęła ją mocniej i już chciała wejść,  jednak niewidzialna "ściana" zagrodziła jej drogę.  
-Cholera.- wycedziła przez zaciśnięte zęby. Gdyby nie dach otaczający taras nadal stałaby i mokła. Włożyła rękę do kieszeni i zabrała z niej telefon. Wykręciła numer do Jeremiego i czekała na sygnał. Miała nadzieje, że odbierze choć szczerze w to wątpiła. Na zegarze było kilka minut po 1. "Albo nie ma go w domu albo jest i skutecznie mnie olewa."- myślała poirytowana. Ponowiła próbę.
-Ej, braciszku wpuścisz mnie?- zapytała rozbawionym, jednak w miarę poważnym głosem. Przez chwile milczał, chyba się zastanawiał. 
- Katherine? Co ty tu robisz?- spytał, a ta pokręciła zła głową. 
-Też się cieszę, że cie widzę, a teraz chodź tu i otwórz mi drzwi.- powiedziała nieco spokojniej, wpatrując się głęboko przed siebie. W drzewa rosnące po drugiej stronie drzewa. Przez chwilę myślała, że ktoś tam jest. Już miała tam iść, jednak w tej samej chwili w drzwiach zobaczyła Jeremiego.
-Możesz wejść.- odparł zaspany wpuszczając ją do środka. Katherine rzuciła się na niego w desperackim uścisku. Nie widziała Jeremiego od kilku miesięcy i choć to dziwne, martwiła się o niego. Zazwyczaj nie ukazywała swoich uczuć, ale dziś czuła taką potrzebę.  Zwłaszcza po rozmowie z Alexem. Pozornie wydawała się pewna siebie i opanowana. Jednak zadzieranie z pierwszym nie należało do jej ulubionych zajęć.  Jeśli miała się bawić, to bez Alexa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz